Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schiz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schiz. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia, 2021

Przepis na Gumiakowy Sok™ 😏

 Zdradzę wam teraz sekret, który obiecajcie mi, że nigdy nie wykorzystacie.

Sekret tak wielki, że może obrócić się przeciwko wam samym, lub przeciwko komuś, kogo znacie, taki który może być bronią, ale będzie on bronią obosieczną, bo każdy kij ma dwa końce, a każdy wiedźmin nosi dwa miecze jeśli wiecie o czym piszę.

Sekret na nabawienie się (bądź kogoś) jednego z poniższych zaburzeń psychicznych:


Skoro zawiało już grozą, można przejść do konkretów. 😀 Sekret na Gumiakowy Sok™, to:

 1. Zła higiena snu 

 2. Złe odżywianie się

 3. Niedotlenienie lub uraz ośrodkowego układu nerwowego

 I to wszystko, to tak naprawdę wystarczy, a jeśli przez dłuższy czas będziemy tak traktować swój organizm i wjedzie jeszcze jakiś środek psychoaktywny to łoooo panie! Wolę nie myśleć 😉

1. Zła higiena snu polega na: zarywaniu nocek, niewysypianiu się przez dłuższy okres czasu, spaniu za długo bądź próbach "odrobienia poprzednich nocek" śpiąc w ciągu dnia. Nie tędy droga jeśli się nie wyspałeś poprzedniej nocy naturalnie, czyli nie przeciągałeś pory pójścia spać, ani nie wstałeś specjalnie wcześniej, to owszem, masz pełne prawo strzelić sobie drzemkę w dogodnej sytuacji. Natomiast jeśli specjalnie tak robiłeś drogi czytelniku, albo zarwałeś noc kompletnie (zdarza się, nauka, albo dręczące myśli) to przemęcz się chociażby do momentu gdy będzie ciemno i wtedy pójdź na zasłużoną kimę. Kurczę!

 2. Czy muszę w 2021 roku pisać na czym polega złe odżywianie się? Nie? I tak napiszę: zbyt radykalnie wprowadzona dieta, jedzenie za dużo bądź za mało, jedzenie o nie takich porach co może skutkować budzeniem się w nocy (patrz pkt.1). Jedzenie nie takich produktów spożywczych o nie takich porach, co znów może skutkować pkt.1. Jedzenie bardzo słabej jakości produktów spożywczych... czy muszę pisać, że drugi największy i najważniejszy ośrodek nerwowy po ośrodkowym znajduję się przy żołądku i odpowiada za sterowanie trawieniem oraz odbieraniem bodźców odnośnie tego, co zostało spożyte? Tak: nasz układ trawienny wie, czy np. właśnie zajadamy stres. Aha, odwadnianie się też zaliczam jako złe odżywianie się.

Oczywiście do tego trzeba czasu, ale nikt nie powiedział, że chorobę psychiczną można mieć na pstryknięcie palców, Gumiakowy Sok™ musi się przegryźć 😝 Przechodzimy do crescendo całej akcji. Czegoś co po 3 nieprzespanych nocach i 5 miesiącach złej dietki może przysporzyć niemałych problemów.

3. Jak można odtlenić ośrodkowy układ nerwowy? Są łatwe, szybkie i ryzykowne sposoby, są też te wolne i systematyczne ale tego wam nie zdradzę, napiszę tylko że można to łatwo związać z poprzednimi punktami. Można też się pochlastać, lub próbować powiesić po 3 miesięcznej złej kuracji senno-dietkowej 😫 (tak, to były te szybkie - znaczna utrata krwi i podduszenie to łatwy sposób, żeby mózg przestał wam służyć). No dobra z tych wolnych sposobów też podam przykład: alkohol.

Jak można urazić układ nerwowy? A puknijcie się w głowę, nie napiszę wam! 😂

Tak jak pisałem wcześniej, do powyższego miksu wystarczy dodać krztę alkoholu, bądź innego środka psychoaktywnego i już mamy gotowe np. uzależnienie, lub inne zabawne choróbsko.

19 kwietnia, 2020

Czego nauczyła mnie schizofrenia paranoidalna?

Wewnątrz słucham bardziej siebie niż innych, na zewnątrz słucham bardziej innych niż siebie. Tego :)



Ale i wiele, wiele więcej, lecz na razie skupmy się na wytłumaczeniu pierwszego:
- Dlaczego w ogóle była to dla mnie nauczka, a nie niepotrzebne rozgraniczenie? Otóż kiedyś, jako mocno chory słuchałem TYLKO swojej głowy, natomiast chwilę po ustąpieniu choroby słuchałem głównie innych, bo im zaufałem i to akurat był dobry wybór, bo zaufałem lekarzom. Przy paranoi czasem nie watro ufać innym ludziom, bo chory, możesz wystawić się na wytykanie palcami czyli WIELKI trigger (punkt zapalny) dla samego rozwoju choroby. Nie polecam. 2/10

- Paradoksalnie nauczyła mnie być sobą, pracować nad własnym JA, nie nad Ja, jakiego widzieli by inni ludzie, tylko takim JA przez wielkie J i wielkie A. To trochę narcyzm, ale ludzie chorzy akurat czują się słabo i potrzebują odrobiny narcyzmu. Albo inaczej - potrzebują więcej poczucia własnej wartości.

- Nauczyła mnie myśleć, oj duuużo myśleć i to myśleć poprawnie oraz pozytywnie. No właśnie, bo tu myślenie jest kluczowe: za dużo myślisz, i jedziesz na sygnale do szpitala. Za mało myślisz i musisz rezygnować z leków, na rzecz innych metod leczenia, bo cię przytłumiają. To jak myśleć w sam raz, jeżeli chodzi o ilość? Cóż, ja już wiem i wiem że na co dzień myślę trochę za dużo, bo zdarza mi się za mało pomyłek i sytuacji w których wychodziła by moja niezdarność, natomiast za dużo skupiam się na przemyśleniu wszystkiego. Ot cała prawda

- Pokory. Tak, pokory przed prawami natury, bo ta choroba przecież nie przyszła znikąd, była z ludzkością od zarania, więc musiałem nauczyć się z nią żyć. To na razie wszystko.

Jest tego jeszcze o wiele, wiele więcej, ale na razie musi wystarczyć.

Teraz Wy dajcie proszę znać w komentarzach czego Was nauczyła schizofrenia, nawet jeśli jesteście tylko rodziną chorych na schizofrenię. Albo dajcie znać jakie tematy chcielibyście poruszyć. Chętnie dostanę jakiś feedback! Trzymajcie się tam zdrowo w koronalandzie! ;)

22 kwietnia, 2009

Historia choroby cz.2: diagnoza

Czyli coś-niecoś o tym, jak to się zaczęło, ale w sumie nie o mnie, tylko mojej chorobie, bo to praktycznie dwie różne sprawy.



Dużo ludzi mówi o sobie, że są nienormalni, prawda jest taka, że co niektórzy to sobie w końcu wmówią i tak im zostanie. ;) Nie jestem do końca pewien, czy ze mną było podobnie, ale co najmniej od gimnazjum byłem uważany, za nieco dziwnego. Sama choroba zaczęła się nieco przed moimi 18 urodzinami, nadal zachodzę w głowę, czy alkohol z niepewnego źródła nie był zapalnikiem. Niestety po tym jak trafiłem pod opiekę specjalistów, już po osiągnięciu dorosłości, nie zostałem zbadany na obecność narkotyków. Mój lekarz prowadzący nadal zarzuca sobie ten błąd, bo można by jeszcze wtedy z wielkim prawdopodobieństwem odrzucić (bądź nie) ten czynnik. Zwłaszcza, ze nigdy wcześniej lub później nie zażywałbym narkotyków.

Ale co się tak naprawdę działo?
Takich przeżyć wewnętrznych nie życzyłbym nawet mojemu katowi.
Zaczęło się od problemów z zasypianiem i łaknieniem. Od masy pomysłów, które zaczęły napływać do mojego rozżarzonego do białości umysłu. Dotyczyły wielu spraw, głównie szeroko pojętej twórczości. Pochodziły z licznych skojarzeń z przedmiotami, wydarzeniami i przeszłymi myślami. Nachodziły mnie głównie wieczorem i wczesną nocą. Nierzadko, zanim zdołałem zasnąć ze spokojną głową, musiałem wyrzucić wszystko na papier. Czasem nawet i to nie pomagało, więc zostawałem z moimi myślami sam na sam, całą noc. Myślałem coraz szybciej, coraz intensywniej, coraz bardziej chaotycznie, w końcu nawet gdybym miał cztery prawe ręce nie mógłby wszystkiego przelać na papier. Rozproszyłem się, rozważałem jednocześnie o życiowych procesach decyzyjnych wirusów, fabule paru książek przygodowych, majsterkowaniu, rozwoju fizycznym, i eksperymentach naukowo-artystycznych. Zamęczałem się, a raczej mój mózg mnie zamęczał. Później położyłem silniejszą nadzieję w Bogu, zacząłem z nim rozmawiać, samotnie również na głos. Następnie zacząłem odczuwać na sobie wzrok zła, czasem aż materialnie.
W tym momencie, po pierwszych kontaktach z lekarzem dostałem środek, który miał mnie zatrzymać w tym wszystkim. Niestety podziałał głównie fizycznie. W dziesięć dni stałem się burzą w szklance wody, warzywem, które potrafiło wyrażać swoje emocje jedynie za pomocą ograniczonej mowy ciała i nieartykułowanych dźwięków. >...<
W końcu stało się.
Gwiazda, spalająca z ogromną szybkością wodór w końcu osiągnęła tak dużą masę, że zapadła się pod własnym ciężarem. Po paru godzinach leżenia na dywanie w pozycji embrionalnej, twarzą do ziemi, wypłakiwaniu swojej walki z myślami, duchami i Bóg wie czym jeszcze, cały świat zmniejszył mi się do rozmiaru neutrina i...

wywinął się na drugą stronę. O_O

W ułamku sekundy poczułem się wolny niczym wiatr, świeży jak woda, czysty jak ogień i młody jak ziemia wiosną. Wszystko dotychczasowe się skończyło, a reszta zaczęła się od nowa.

Tak rozpoczął się nowy okres w moim życiu - stawanie twarzą w twarz z psychozą :)

23 listopada, 2008

Psychoza* dla zielonych cz.1 jak to leczyć?

Czyli coś na start dla tych, którzy nie orientują się w zagadnieniu.

Choroby umysłowe to najróżniejsze zaburzenia psychiczne mające wpływ na postrzeganie świata. Utrudniają one, lub całkowicie uniemożliwiają komunikację z otoczeniem, naruszają podstawy funkcjonowania społecznego. Ale nie chcę tu pisać o sprawach technicznych, o których bez problemu dowiecie się z wikipedii, czy innych źródeł wiedzy fachowej.

Źródło własne
Nie każda choroba i w nie każdym stadium wiążę się z zachowaniami agresywnymi, w zasadzie, to niemalże każda z nich może zachodzić niezauważalnie dla otoczenia. Często ludziom stany psychiczne kojarzą się z kaftanami bezpieczeństwa, pianą na ustach i wyłożonymi poduszkami pokojami bez klamek. Przyznam szczerze, że przed zachorowaniem miałem niewiele odbiegający od tej wizji obraz sprawy. Jak jest naprawdę? Otóż jest coś takiego jak stany zaostrzenia i remisji. Psychoza* to zawsze wykres sinusoidalny - raz jesteś nad, raz pod kreską. Gdy jesteś nad, możesz wieść najzwyklejsze życie, mieć rodzinę, dzieci, pracę, prawo jazdy i samochód, kochać, być kochanym, perfekcyjnie funkcjonować w społeczeństwie. Gdy nadchodzi zaostrzenie, sprawy najczęściej przybierają gorszych barw. Nie rzadko konieczne jest leczenie szpitalne, w zakładach zamkniętych, pół-zamkniętych lub otwartych. Co więcej większość chorób psychicznych da się w obecnych czasach zaleczyć. Oczywiście podstawą jest farmakoterapia i dobrowolne poddanie badaniu, leczeniu i nadzorowi specjalistów.

Obecne neuroleptyki są lekami całkowicie nie uzależniającymi i powodują coraz mniej efektów ubocznych. Leki najłatwiej podzielić potocznie na dwie grupy - takie które mają uspokoić, zwolnić, nawet uziemić i takie, które mają wybudzić z apatii i dać rozpędu do działania. Większość z neuroleptyków polega na teorii dopaminowej. Mówi ona o tym, że większość efektów wytwórczych (omamy, wizje) jest spowodowana nadmiernym przepływem dopaminy między synapsami neuronów. Potocznie mówiąc, leki przeciwpsychotyczne hamują nam nieco wyobraźnię. ;) Efektywne leczenie psychoz* istnieje dopiero od pół wieku, wcześniej stosowało się ziołolecznictwo, a później lobotomię, lub elektrowstrząsy, które swoją drogą, nadal są skutecznie stosowaną terapią.

Drugim najważniejszym sposobem leczenia jest psychoterapia, czyli szeroko zakrojone działania lekarzy, wpływające na chorego. Wielu ludzi pyta jak to jest, że raz lekarz stwierdzi chorobę, a innym razem nie. Po pierwsze, na diagnozę składają się niezwykle wnikliwe i skomplikowane analizy, więc orzeczenie o psychozie*, nie jest sprawą losowości i osobistego widzimisię lekarza. Po drugie, wszystko jest konsultowane z innymi specjalistami, rodziną, jak i samym pacjentem. Po trzecie, to rzeczywiście jest nieco sprawa ludzka, ale też całkowicie indywidualna, bo jak mówiłem - każdy człowiek jest inny. Sama terapia zawiera wiele punktów. Niektóre z nich to:
  • psychoanaliza
  • rozmowa z lekarzem
  • terapia grupowa
  • terapia przy pomocy rodziny i bliskich (+ wcześniejszy wywiad)
  • terapia zajęciowa (moja ulubiona :D )
  • nauka o chorobie
  • comiesięczna kontrola
*stosuję termin psychoza i choroby psychiczne zamiennie, w rzeczywistości psychoza ma węższe znaczenie.

22 listopada, 2008

Pozytywy Schizu

Witam na moim pierwszym blogu.
Postanowiłem poszerzyć jeszcze bardziej kontakt ze społecznościami internetowymi, właśnie za pomocą bloga, lecz tym razem incognito, a to za sprawą tematyki jaką chciałbym tu przedstawić.

Zgodnie z tym, co głosi mój pseudonim, jestem szarą, prawie normalną osobą. Bo nie ma już całkiem normalnych, jeśli kiedykolwiek byli. Każdy z nas w czymś odstaje od reszty, "każdy jest wyjątkowy" jak to zwykły głosić różnorakie slogany. Człowiek to jedna z najwyższych wartości, a to właśnie ze względu jego niepowtarzalność.

Źródło własne
Jestem młodym człowiekiem, chorym na schizofrenie paranoidalną. Normalną chorobę. Zwłaszcza w obecnych czasach. Szacuje się, że 1% populacji ludzkiej cierpi na choroby psychicznie. Ten procent nie maleje, ani nie rośnie na przestrzeni historii. Wyjdźcie kiedyś na ulicę i zacznijcie liczyć mijanych ludzi. Mam nadzieję, że gdy dojdziecie do którejś setki, zaczniecie inaczej dostrzegać problem. Żaden problem w sumie. Bo to zwyczajna choroba cywilizacyjna, jak astma, nowotwory, czy otyłość. Jeśli się z tym spotykacie, lub sami jesteście chorzy, nie jest to nic innego jak codzienna dolegliwość, czy nawet cecha osobista. Jak np przymus porannej fajki, czy nawyk mycia zębów po każdym posiłku.

Ale wracając do tematu posta. Choroba jest z jednej strony bardzo ciężka, bo spotyka się z powszechnym niezrozumieniem i strachem, lecz z drugiej strony niezwykle cenna i pouczająca, bo uczy żyć na nowo i tak naprawdę otwiera oczy. Czasem, pośród wielu innych chorób, nazywana jest "królewską", lecz nie ze względu na szlachetność, lecz to, że historycznie jedynie królowie mogli pozwolić sobie na posiadanie schizofrenii, nie będąc odrzuconym, kwestionowanym, czy więzionym ze względu na niepoczytalność.