- Dlaczego w ogóle była to dla mnie nauczka, a nie niepotrzebne rozgraniczenie? Otóż kiedyś, jako mocno chory słuchałem TYLKO swojej głowy, natomiast chwilę po ustąpieniu choroby słuchałem głównie innych, bo im zaufałem i to akurat był dobry wybór, bo zaufałem lekarzom. Przy paranoi czasem nie watro ufać innym ludziom, bo chory, możesz wystawić się na wytykanie palcami czyli WIELKI trigger (punkt zapalny) dla samego rozwoju choroby. Nie polecam. 2/10
- Paradoksalnie nauczyła mnie być sobą, pracować nad własnym JA, nie nad Ja, jakiego widzieli by inni ludzie, tylko takim JA przez wielkie J i wielkie A. To trochę narcyzm, ale ludzie chorzy akurat czują się słabo i potrzebują odrobiny narcyzmu. Albo inaczej - potrzebują więcej poczucia własnej wartości.
- Nauczyła mnie myśleć, oj duuużo myśleć i to myśleć poprawnie oraz pozytywnie. No właśnie, bo tu myślenie jest kluczowe: za dużo myślisz, i jedziesz na sygnale do szpitala. Za mało myślisz i musisz rezygnować z leków, na rzecz innych metod leczenia, bo cię przytłumiają. To jak myśleć w sam raz, jeżeli chodzi o ilość? Cóż, ja już wiem i wiem że na co dzień myślę trochę za dużo, bo zdarza mi się za mało pomyłek i sytuacji w których wychodziła by moja niezdarność, natomiast za dużo skupiam się na przemyśleniu wszystkiego. Ot cała prawda
- Pokory. Tak, pokory przed prawami natury, bo ta choroba przecież nie przyszła znikąd, była z ludzkością od zarania, więc musiałem nauczyć się z nią żyć. To na razie wszystko.
Jest tego jeszcze o wiele, wiele więcej, ale na razie musi wystarczyć.
Teraz Wy dajcie proszę znać w komentarzach czego Was nauczyła schizofrenia, nawet jeśli jesteście tylko rodziną chorych na schizofrenię. Albo dajcie znać jakie tematy chcielibyście poruszyć. Chętnie dostanę jakiś feedback! Trzymajcie się tam zdrowo w koronalandzie! ;)


