Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

19 kwietnia, 2020

Czego nauczyła mnie schizofrenia paranoidalna?

Wewnątrz słucham bardziej siebie niż innych, na zewnątrz słucham bardziej innych niż siebie. Tego :)



Ale i wiele, wiele więcej, lecz na razie skupmy się na wytłumaczeniu pierwszego:
- Dlaczego w ogóle była to dla mnie nauczka, a nie niepotrzebne rozgraniczenie? Otóż kiedyś, jako mocno chory słuchałem TYLKO swojej głowy, natomiast chwilę po ustąpieniu choroby słuchałem głównie innych, bo im zaufałem i to akurat był dobry wybór, bo zaufałem lekarzom. Przy paranoi czasem nie watro ufać innym ludziom, bo chory, możesz wystawić się na wytykanie palcami czyli WIELKI trigger (punkt zapalny) dla samego rozwoju choroby. Nie polecam. 2/10

- Paradoksalnie nauczyła mnie być sobą, pracować nad własnym JA, nie nad Ja, jakiego widzieli by inni ludzie, tylko takim JA przez wielkie J i wielkie A. To trochę narcyzm, ale ludzie chorzy akurat czują się słabo i potrzebują odrobiny narcyzmu. Albo inaczej - potrzebują więcej poczucia własnej wartości.

- Nauczyła mnie myśleć, oj duuużo myśleć i to myśleć poprawnie oraz pozytywnie. No właśnie, bo tu myślenie jest kluczowe: za dużo myślisz, i jedziesz na sygnale do szpitala. Za mało myślisz i musisz rezygnować z leków, na rzecz innych metod leczenia, bo cię przytłumiają. To jak myśleć w sam raz, jeżeli chodzi o ilość? Cóż, ja już wiem i wiem że na co dzień myślę trochę za dużo, bo zdarza mi się za mało pomyłek i sytuacji w których wychodziła by moja niezdarność, natomiast za dużo skupiam się na przemyśleniu wszystkiego. Ot cała prawda

- Pokory. Tak, pokory przed prawami natury, bo ta choroba przecież nie przyszła znikąd, była z ludzkością od zarania, więc musiałem nauczyć się z nią żyć. To na razie wszystko.

Jest tego jeszcze o wiele, wiele więcej, ale na razie musi wystarczyć.

Teraz Wy dajcie proszę znać w komentarzach czego Was nauczyła schizofrenia, nawet jeśli jesteście tylko rodziną chorych na schizofrenię. Albo dajcie znać jakie tematy chcielibyście poruszyć. Chętnie dostanę jakiś feedback! Trzymajcie się tam zdrowo w koronalandzie! ;)

Schiza a praca

Czy ja jestem pogrzany wśród chorych psychicznie, że chcę pracować? Fakt, 8% osób ze schizofrenią jest w ogóle czynnych zawodowo, to czyni mnie jednym z niespełna 31 tysięcy chcących pracować schizofreników w Polsce, ale to nie wyrok, żeby robić ze mnie taki margines społeczny!

Ostatnio przechadzam się w poszukiwaniu pracy z orzeczeniem o niepełnosprawności i niemalże wszyscy (czyli urzędnicy oraz pracodawcy) kręcą nosem, albowiem wszystkie stanowiska są przeznaczone dla osób z niepełnosprawnością RUCHOWĄ, jak gdyby nie istniała żadna inna.

22 kwietnia, 2009

Historia choroby cz.2: diagnoza

Czyli coś-niecoś o tym, jak to się zaczęło, ale w sumie nie o mnie, tylko mojej chorobie, bo to praktycznie dwie różne sprawy.



Dużo ludzi mówi o sobie, że są nienormalni, prawda jest taka, że co niektórzy to sobie w końcu wmówią i tak im zostanie. ;) Nie jestem do końca pewien, czy ze mną było podobnie, ale co najmniej od gimnazjum byłem uważany, za nieco dziwnego. Sama choroba zaczęła się nieco przed moimi 18 urodzinami, nadal zachodzę w głowę, czy alkohol z niepewnego źródła nie był zapalnikiem. Niestety po tym jak trafiłem pod opiekę specjalistów, już po osiągnięciu dorosłości, nie zostałem zbadany na obecność narkotyków. Mój lekarz prowadzący nadal zarzuca sobie ten błąd, bo można by jeszcze wtedy z wielkim prawdopodobieństwem odrzucić (bądź nie) ten czynnik. Zwłaszcza, ze nigdy wcześniej lub później nie zażywałbym narkotyków.

Ale co się tak naprawdę działo?
Takich przeżyć wewnętrznych nie życzyłbym nawet mojemu katowi.
Zaczęło się od problemów z zasypianiem i łaknieniem. Od masy pomysłów, które zaczęły napływać do mojego rozżarzonego do białości umysłu. Dotyczyły wielu spraw, głównie szeroko pojętej twórczości. Pochodziły z licznych skojarzeń z przedmiotami, wydarzeniami i przeszłymi myślami. Nachodziły mnie głównie wieczorem i wczesną nocą. Nierzadko, zanim zdołałem zasnąć ze spokojną głową, musiałem wyrzucić wszystko na papier. Czasem nawet i to nie pomagało, więc zostawałem z moimi myślami sam na sam, całą noc. Myślałem coraz szybciej, coraz intensywniej, coraz bardziej chaotycznie, w końcu nawet gdybym miał cztery prawe ręce nie mógłby wszystkiego przelać na papier. Rozproszyłem się, rozważałem jednocześnie o życiowych procesach decyzyjnych wirusów, fabule paru książek przygodowych, majsterkowaniu, rozwoju fizycznym, i eksperymentach naukowo-artystycznych. Zamęczałem się, a raczej mój mózg mnie zamęczał. Później położyłem silniejszą nadzieję w Bogu, zacząłem z nim rozmawiać, samotnie również na głos. Następnie zacząłem odczuwać na sobie wzrok zła, czasem aż materialnie.
W tym momencie, po pierwszych kontaktach z lekarzem dostałem środek, który miał mnie zatrzymać w tym wszystkim. Niestety podziałał głównie fizycznie. W dziesięć dni stałem się burzą w szklance wody, warzywem, które potrafiło wyrażać swoje emocje jedynie za pomocą ograniczonej mowy ciała i nieartykułowanych dźwięków. >...<
W końcu stało się.
Gwiazda, spalająca z ogromną szybkością wodór w końcu osiągnęła tak dużą masę, że zapadła się pod własnym ciężarem. Po paru godzinach leżenia na dywanie w pozycji embrionalnej, twarzą do ziemi, wypłakiwaniu swojej walki z myślami, duchami i Bóg wie czym jeszcze, cały świat zmniejszył mi się do rozmiaru neutrina i...

wywinął się na drugą stronę. O_O

W ułamku sekundy poczułem się wolny niczym wiatr, świeży jak woda, czysty jak ogień i młody jak ziemia wiosną. Wszystko dotychczasowe się skończyło, a reszta zaczęła się od nowa.

Tak rozpoczął się nowy okres w moim życiu - stawanie twarzą w twarz z psychozą :)

01 lutego, 2009

Hello world! (znów)

Ja żyję i mam się dobrze, jak zwykle, tylko zapędziłem się w kozi róg i nie chce mi się pisać dalszych części "Psychozy dla zielonych". Jakby co blog żyje, na zwolnionych obrotach, bo nie chce mi się robić, kiedy nie widzę zainteresowania.

Jakby ktoś chciał ze mną pogadać, to się czasem pojawiam na onetowym pokoju chatowym Wsparcie_w_depresji pod ksywą "Rorschach". A propo Rorschach'a (wymowa Roszrak ;) ) macie tu na osłodę tego pana, który stał się maskotką bloga :