22 kwietnia, 2009

Historia choroby cz.2: diagnoza

Czyli coś-niecoś o tym, jak to się zaczęło, ale w sumie nie o mnie, tylko mojej chorobie, bo to praktycznie dwie różne sprawy.



Dużo ludzi mówi o sobie, że są nienormalni, prawda jest taka, że co niektórzy to sobie w końcu wmówią i tak im zostanie. ;) Nie jestem do końca pewien, czy ze mną było podobnie, ale co najmniej od gimnazjum byłem uważany, za nieco dziwnego. Sama choroba zaczęła się nieco przed moimi 18 urodzinami, nadal zachodzę w głowę, czy alkohol z niepewnego źródła nie był zapalnikiem. Niestety po tym jak trafiłem pod opiekę specjalistów, już po osiągnięciu dorosłości, nie zostałem zbadany na obecność narkotyków. Mój lekarz prowadzący nadal zarzuca sobie ten błąd, bo można by jeszcze wtedy z wielkim prawdopodobieństwem odrzucić (bądź nie) ten czynnik. Zwłaszcza, ze nigdy wcześniej lub później nie zażywałbym narkotyków.

Ale co się tak naprawdę działo?
Takich przeżyć wewnętrznych nie życzyłbym nawet mojemu katowi.
Zaczęło się od problemów z zasypianiem i łaknieniem. Od masy pomysłów, które zaczęły napływać do mojego rozżarzonego do białości umysłu. Dotyczyły wielu spraw, głównie szeroko pojętej twórczości. Pochodziły z licznych skojarzeń z przedmiotami, wydarzeniami i przeszłymi myślami. Nachodziły mnie głównie wieczorem i wczesną nocą. Nierzadko, zanim zdołałem zasnąć ze spokojną głową, musiałem wyrzucić wszystko na papier. Czasem nawet i to nie pomagało, więc zostawałem z moimi myślami sam na sam, całą noc. Myślałem coraz szybciej, coraz intensywniej, coraz bardziej chaotycznie, w końcu nawet gdybym miał cztery prawe ręce nie mógłby wszystkiego przelać na papier. Rozproszyłem się, rozważałem jednocześnie o życiowych procesach decyzyjnych wirusów, fabule paru książek przygodowych, majsterkowaniu, rozwoju fizycznym, i eksperymentach naukowo-artystycznych. Zamęczałem się, a raczej mój mózg mnie zamęczał. Później położyłem silniejszą nadzieję w Bogu, zacząłem z nim rozmawiać, samotnie również na głos. Następnie zacząłem odczuwać na sobie wzrok zła, czasem aż materialnie.
W tym momencie, po pierwszych kontaktach z lekarzem dostałem środek, który miał mnie zatrzymać w tym wszystkim. Niestety podziałał głównie fizycznie. W dziesięć dni stałem się burzą w szklance wody, warzywem, które potrafiło wyrażać swoje emocje jedynie za pomocą ograniczonej mowy ciała i nieartykułowanych dźwięków. >...<
W końcu stało się.
Gwiazda, spalająca z ogromną szybkością wodór w końcu osiągnęła tak dużą masę, że zapadła się pod własnym ciężarem. Po paru godzinach leżenia na dywanie w pozycji embrionalnej, twarzą do ziemi, wypłakiwaniu swojej walki z myślami, duchami i Bóg wie czym jeszcze, cały świat zmniejszył mi się do rozmiaru neutrina i...

wywinął się na drugą stronę. O_O

W ułamku sekundy poczułem się wolny niczym wiatr, świeży jak woda, czysty jak ogień i młody jak ziemia wiosną. Wszystko dotychczasowe się skończyło, a reszta zaczęła się od nowa.

Tak rozpoczął się nowy okres w moim życiu - stawanie twarzą w twarz z psychozą :)

11 komentarzy:

  1. Nyah nyah czytując to coraz bardziej zaczynam rozumieć Ciebie i to, co się stało.
    Ufam, że dzięki temu blogaskowiQ [;3] będę mogła Ci jeszcze bardziej pomóc w codziennej egzystencji =3
    Ah i rozumiem, czemu tak bardzo ufasz bogu i w niego wierzysz.
    Nyo i najważniejsze w sumie - spotkanie z Tobą, po tym, jak mi powiedziałeś co i jak wypełniło mnie jakimś takim strachem przed nieznanym. Wiadomo, poszła wikipedia w ruch itd. xD Ale widzę, że to jest w sumie coś abolsutnie normalnego =3
    I tak jak było w Neuroshimie: każdy coś ma xD

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, kazdy cos ma w mniejszym lub wiekszym stopniu, u Ciebie osiagnelo to apogeum w skali zdrowego czlowieka, ale domyslam sie, ze to dopiero poczatek. Rowniez i ja moge utozsamic sie z niektorymi faktami opisywanymi przez Ciebie.

    nie moge sie doczekac kolejnego wpisu. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam tu z googli.
    Wiesz, powiem ci tylko, że zajebistość jest zajebista tylko jeśli jest skromna i dyskretna.


    Zjebałeś to do czego tak dążyłeś. Game over.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie chcę być zajebisty, chcę być zrozumiany i jednocześnie dawać świadomość, to jedyne moje dążenie pisząc tego bloga.

      Game ON! :D

      Usuń
  4. Hej. Jestem rowniez w gimnazjum.. I rowniez mam z tym problemy. W dzien to nic wielkiego z porownaniem wczesnej nocy i srodkowej nocy. Po prostu siedze na kanapie wlaczam glosno TV, zeby zagluszyc mysli, ale to nic nie daje...Caly czas rozgladam sie po pokoju czy kogos nie ma... Kiedy nadchodzi pora spania - klade sie do lozka i boje sie oczy zamknac, boje sie, ze ktos przyjdzie wystraszy, patrzy sie na mnie czy tego, ze chce mnie zabic...to jest koszmar. Coraz czesniej lezac w lozku placze przez to co sie we mnie dzieje. I wiesz co? Mysli na papier nie przelewalam, ale sprobuje przy najblizszej nocy. Nie klade sie na srodku pokoju twarza do podlogi, boje sie...boje sie, bo obok w pokoju jest kuchnia, do ktorej rowniez noca przestalam chodzic..Po prostu to co mi przechodzi przez mysli jest tragiczne.
    A jak to sie zaczelo? Pamietam jak stalam w kuchni tylem do przedpokoju wzielam aparat postawilam album i chcialam zdjecie zrobic z mojego dziecinstwa w tedy... w aparacie ukazala mi sie postac - kobieta, jasne wlosy, w bluzie w paski bialo czerwone.przeszla przez drzwi do lazienki nie otwierajac ich po prostu spojrzala na mnie i przeszla. Stalam nieruchomo odsunelam aparat, bo balam sie ze zobacze to znowu, przez 5minut stalam nieruchomo w koncu odwrocilam sie nie bylo juz jej. Wybieglam wtedy do pokoju i tak probowalam zasnac pomyslalam, ze bylam niewyspana i przewidzialo mi sie. Wtedy pierwszy raz balam sie zasnac. No nic zylam z ta mysla az 2dni, bo po dwoch dniach znowu ja widzialam i zaczelam slyszec dzwieki, ktorych nikt w rzeczywistosci nie slyszal. Jestem z tym do teraz nie umiem sobie z tym radzic jak i nie umiem pogodzic sie z tym. Ojciec jak sie dowiedzial zapisal mnie do psychologa i psychiatry, psychiatra dal mi jakis tam lek - chodze do niego caly czas i co wizyte zmieniamy leki, bo jak dotad zaden nie pomogl. Chcieli mnie zapisac juz na psychiatryk, ale powiedzial, ze moze da sie jeszcze jakos zaradzic...
    Jak na poczatek sie rozpisalam i nikt nie musial tego przeczytac, wazne, ze skomentowalam. Jeszcze nieraz tu zawitam. Pozdrawiam, Emilia :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ps. Jezeli uwazacie , ze ktos do czegos tak dazyl i to zjebal (za przeproszeniem) to nie wiem o czym Wy myslicie slyszac o takiej osobie, bo to nie jest dar tylko przeklenstwo. Jezeli przemyslicie wszystko spokojnie to zobaczycie, a najlepiej powiem Wam jak powiedzial psycholog mojemu Ojcu kiedy zaczal tam gadac... ''Niech sie pan dziecku nie dziwi (....) Sprobuje pan w nocy usiasc i wyobrazic sobie to co ona mowi, nie chce wiedziec jak pan zareaguje, bo pewnie klnac, albo w pelni zrozumieniem(...)'' No baa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mówię, że schizofrenia to dar, jest to dla mnie kolejne wydarzenie, taka przygoda niekoniecznie miła, z której zawsze da się coś wynieść. Jak zgubienie się w obcym mieście gdzieś za granicą, ale wyjście z tego cało i szczęśliwie. Nie twierdzę, że z tego wyszedłem, ale większość złych rzeczy mam już za sobą i naprawdę dużo udało mi się wynieść z tamtych doświadczeń.

    A dlaczego ta notka była smutniejsza, niż zakłada temat mojego bloga? Cóż, chciałem zwyczajnie się z wami podzielić, byście mieli mały szkic co się ze mną działo i spróbować to zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do Ciebie, Emilio. Jeżeli to przeczytasz: szpital to dobre wyjście, ale nie jeżeli masz poniżej 18lat (trzeba siedzieć z dzieciakami chorymi an ADHD, chcącymi wydupczyć wszystko dookoła, albo co chwila się wieszającymi, a dodatkowo nie możesz podejmować żadnych decyzji za siebie) i nie na bardzo dużych oddziałach, czyli coś powyżej 40os. (zazwyczaj wszyscy są tam wrzuceni do jednego wrzącego gara, i ci agresywni i ci depresyjni). Ale jak ma się upatrzony jakiś spokojny oddział, to bardzo polecam i zachęcam, zwłaszcza podczas wakacji. A jeśli nie, to może oddział dzienny? Można to nawet potraktować jak swoisty obóz.

    Jeszcze co do problemów ze spaniem - można zawsze zrezygnować z większej ilości kawy/herbaty/energy drinków i zastąpić to melisą w jakiejkolwiek postaci (cukierki, napary, świeża melisa). Jeszcze do połowy XX w był to jedyny lek na choroby psychiczne - uspokaja i powoduje senność, czasem jedynie to pozwalało mi zasnąć, choć nie zawsze działało.

    Bardzo przepraszam, że tak późno odpowiadam, zająłem się studiami. Mam nadzieję, że to przeczytasz i że już, bez moich rad jest lepiej. Bdw jeśli to przeczytasz odpowiedz jakoś i napisz, czy spisywanie myśli przed snem pomogło? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czy mam plakac czy sie smiac,Emi czasami sie nie daj namowic na jakies leczenia,wyobraznia to dar i zacznij pracowac nad soba i swoim umyslem a bedzie wszystko w pozadku takie cmoki chca zapewne ci wode z mozgo zrobic. Czy ludzie az tak tepymi istotami teraz sie staja PARANOJA DNIA CODZIENNEGO.Pozdrawia irracjonalistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko biegły zespół lekarzy może stwierdzić, czy komuś potrzebna jest pomoc i jaka. Leczenie to terapia, nie więzienie, a niewiedza nie może być wymówką przed stereotypami. Ten blog ma uświadamiać, strach przed nieznanym wcale nam nie pomoże.

      Bycie zwariowanym to nie wyobraźnia, jeno charakter. Ja dla przykładu mam dość dużą wyobraźnię, ale tylko zdrowy rozsądek nie pozwala zniszczyć tego daru chorobie.

      Usuń
  9. Wpis o przeżyciach był bardzo popularny i komentowany. Jednym prawdopodobnie pomógł i dał ulgę, w innych wywołał trudne emocje, które też mogą być sygnałem pewnych problemów. Wydaje mi się, że takie wpisy są potrzebne. I tym czytającym, i piszącym ;).

    OdpowiedzUsuń

Jeśli chcesz, zachowaj anonimowość i nie wpisuj swojej ksywy, czy imienia.